Zakończył się konkurs Galerii Rozproszonej na projekt muralu pod tytułem „Powitanie to początek relacji”.
Po wnikliwej analizie oraz wielu dyskusjach jury jednogłośnie zdecydowało, że nagroda konkursowa w wysokości 10 000 złotych powędruje do Zofii Hyjek, absolwentki Krakowskiej ASP, której praca już wkrótce stanie się częścią miejskiego krajobrazu, zachęcając mieszkańców do większej otwartości, interakcji i codziennych gestów życzliwości. Gotowa realizacja zostanie zaprezentowana przy nowym miastotwórczym projekcie WITA, realizowanym przez Echo Investment i Archicom przy ulicy Wita Stwosza w dzielnicy Stare Miasto.
Artystka chciała stworzyć projekt oparty na idei serdeczności i otwartości w relacjach międzyludzkich. Proste, kontrastujące kolory – czerwień i fiolet – symbolizują różnorodność i harmonię. Centralnym elementem muralu jest komiks, który w klarowny sposób przedstawia ludzką relację poprzez gesty i emocje. Dodatkowo, otaczające mural dłonie układające litery alfabetu języka migowego nadają mu edukacyjny wymiar. Artystka zaznacza, że całość utrzymana jest w jej charakterystycznym stylu, wyróżniającym się miękkimi liniami, syntezą form oraz ekspresją ruchu.
Mural przypomina nam, jak ważna jest serdeczność w codziennym życiu. Uczy nas, że komunikacja to podstawa każdej relacji – niezależnie od języka, jakim się posługujemy. Zachęca do nauki nowych form porozumiewania się, takich jak język migowy, aby nikt nie czuł się pominięty ani wykluczony. To manifest otwartości i troski o drugiego człowieka.
– Projekt Zofii Hyjek zwyciężył dzięki swojej zdolności do przekazywania ważnych treści za pomocą lekkiej i starannie skomponowanej formy graficznej. Swoboda w posługiwaniu się znakami graficznymi i typografią dowodzi wysokich umiejętności artystycznych twórcy - podsumował werdykt, zasiadający w jury Marcin Czaja z krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.
A tak sama artystka opowiada o swojej pracy i swoich inspiracjach.
Co Cię inspirowało podczas tworzenia projektu?
Temat konkursu od razu mnie zaintrygował. Hasło „Powitanie to początek relacji" odebrałam jako metaforę otwartości na to, co nieznane. Zależało mi na stworzeniu muralu, który nie tylko wzbogaci przestrzeń miejską wizualnie, ale także będzie pełnił funkcję edukacyjną.
Przed rozpoczęciem pracy odwiedziłam miejsce przeznaczone na mural, by sprawdzić, jak intensywny jest tam ruch – zarówno pieszy, jak i samochodowy, autobusowy oraz pociągowy. Potwierdziło się, że jest to często uczęszczana trasa. Pomyślałam więc, że jeśli ktoś codziennie przemieszcza się tą drogą i każdego dnia nauczy się dwóch nowych znaków, to w ciągu miesiąca może opanować cały alfabet migowy.
Chciałam, aby projekt zachęcał do refleksji nad komunikacją i relacjami międzyludzkimi, zwracając uwagę na język, który dla wielu osób jest kluczowym narzędziem porozumiewania się. W warstwie wizualnej zależało mi na dynamicznej kompozycji, która oddaje energię i emocje towarzyszące spotkaniom, gestom i interakcji.
Czy masz ulubionych artystów lub style, które wpłynęły na Twój projekt?
Zarówno pod względem tematu, jak i stylu, mój projekt jest efektem lat doświadczeń i wewnętrznych przemyśleń. Nie czerpię świadomie z konkretnego nurtu czy twórcy – moje inspiracje wynikają z procesu nauki, obserwacji i osobistych refleksji.
W ostatnim czasie kluczowym słowem stała się dla mnie „odwaga" – to ona napędza mnie do działania, zwłaszcza w momentach niepewności. Projektując mural, zależało mi na tym, by zachęcał do przekraczania własnych granic oraz otwartości na to, co nieznane. Chciałam, aby jego przekaz był uniwersalny i skłaniał do refleksji nad komunikacją, relacjami i sposobami porozumiewania się, które wykraczają poza słowa.
Jak wyglądał proces twórczy? Czy było coś, co sprawiło Ci największą trudność?
Etap rysowania projektu był już formalnością. Dzięki doświadczeniu związanemu z malarstwem, mam swoje nawyki w procesie twórczym. Zawsze pierwszym etapem jest określenie zamkniętej gamy kolorystycznej, której aż do końca projektu nie zmieniam. Drugim krokiem było podzielenie kompozycyjne - rozlokowanie symboli, wstępne ułożenie kadrów. Następnie ręczne rozrysowanie komiksowej narracji i dopilnowanie samej siebie bym była w tym konsekwentna. Proces twórczy prawie nigdy nie sprawia mi trudności. Wyzwaniem jest natomiast jest konieczność pamiętania, że również wtedy trzeba dbać o swoje podstawowe funkcje życiowe; jak np. picie wody co parę godzin czy zmiana pozycji pracy (zdrowy kręgosłup! Kiedyś sobie za to wszyscy podziękujemy!) Może następny mural zrobię właśnie o tym.
Jak myślisz, jak Twój mural wpłynie na przestrzeń, w której się znajdzie?
Chciałam, żeby ten mural wnosił do przestrzeni miejskiej wyłącznie wartość dodatnią – estetyczną, edukacyjną i społeczną. Dlatego postawiłam na syntetyczne, diagramowe formy, które są czytelne i angażujące.
Dla mnie ważna jest etyka w sztuce – uważam, że artyści, podobnie jak medycy, powinni kierować się zasadą Primum non nocere – „po pierwsze, nie szkodzić". Tworząc w przestrzeni publicznej, chcę, żeby moje prace nie tylko dobrze wyglądały, ale też realnie coś wnosiły.
Jak oceniasz rolę sztuki ulicznej w miastach?
Według mnie rolą sztuki ulicznej jest wskazanie ważnego tematu, o którym nie myślimy na co dzień tak często jak byśmy mogli. Dobry Mural w mieście to rodzaj pauzy w niekończącym się filmie o społeczeństwie. Powinien przyciągać uwagę, pointować, uwrażliwiać, edukować; być początkiem zmiany. Mam wielką nadzieję, że mój projekt spełnia wszystkie te kryteria oraz że wniesie do ludzkich żyć tylko dobro.
Jakie są Twoje plany artystyczne na przyszłość i w jakich formach sztuki chciałabyś się rozwijać?
W kwestii tego, czym chciałabym się zajmować, jestem naprawdę otwarta na różne możliwości. Bardzo spodobało mi się tworzenie murali – praca przy dużych projektach zdecydowanie mi odpowiada. Czuję, że dzielenie takiego procesu z innymi i uczestniczenie w nim przez dłuższy czas może być naprawdę satysfakcjonujące.
Jeśli chodzi o formy artystyczne, nie ograniczam się – czy to malarstwo, ilustracja, czy instalacja – wszystkie te kierunki są mi bliskie. Marzę też o napisaniu książki, choć to raczej plan na dalszą przyszłość. Najważniejsze jest dla mnie to, że jestem otwarta na różnorodne ścieżki rozwoju.
Czy to jest największy format z jakim pracowałaś?
Praca konkursowa, nad którą teraz pracuję, to zdecydowanie mój największy dotychczasowy format. Można powiedzieć, że to moje opus magnum – przynajmniej pod względem skali. Powierzchnia wynosi około 60 metrów kwadratowych, co jest ogromną różnicą w porównaniu do wcześniejszych realizacji. Do tej pory, gdy malowałam obraz o powierzchni 3 metrów, wydawało mi się to naprawdę dużo. A tu – zupełnie inne podejście, inne metody pracy, inne planowanie przestrzeni.
Czasami, gdy siedzę nad tymi ogromnymi płytami i widzę ich skalę dopiero wtedy, gdy połączę dwie czy trzy obok siebie, zastanawiam się, jak to w ogóle jest możliwe. A jednak – to bardzo satysfakcjonujące doświadczenie. Człowiek czuje się potem niesamowicie silny. Duże rzeczy mają w sobie coś przyciągającego – dają wielką dumę. Choć i małe rzeczy potrafią cieszyć, dają może trochę mniejszą, ale równie ważną satysfakcję.
Myślę, że w tej pracy chodzi przede wszystkim o przekraczanie własnych granic. Nie tylko w kontekście skali, ale też planowania, odpowiedzialności, organizacji czasu i własnych możliwości. To doświadczenie pozwala naprawdę
Co było największym wyzwaniem przy projektowaniu i malowaniu tej instalacji?
Cały ten proces był dla mnie ogromnym wyzwaniem – nie tylko artystycznym, ale też organizacyjnym i osobistym. Nigdy wcześniej nie postrzegałam siebie jako osoby, która potrafi konsekwentnie realizować zadania od początku do końca. Myślę, że promotor mojego dyplomu mógłby coś o tym powiedzieć.
Tym razem jednak potraktowałam to jako pewnego rodzaju misję: chciałam nauczyć się, jak prowadzić projekt w sposób świadomy i odpowiedzialny – od pierwszego do ostatniego kroku. Chciałam udowodnić samej sobie, że potrafię. Od momentu, kiedy zaczęłam projektować mural, bardzo uważnie i stopniowo realizowałam każdy etap, punkt po punkcie.
Teraz, w fazie realizacji, widzę, jak wiele tej pracy wymagało strategicznego podejścia. To jedno z największych wyzwań, z jakimi przyszło mi się zmierzyć – i mimo wszystko wszystko idzie zaskakująco gładko. Krok po kroku, bez pośpiechu, ale z pełnym zaangażowaniem.
Dzięki wsparciu mecenasów, Archicomu i Echo Investment, Twoja twórczość może zaistnieć w przestrzeni publicznej, co przecież nadal nie jest oczywiste dla młodych artystów. Jak się czujesz z myślą, że Twoja praca nie trafi do klasycznej galerii, tylko stanie się częścią miejskiego pejzażu?
Kiedy dowiedziałam się, że praca ma być realizowana na zewnątrz i że jest to konkurs na mural, pomyślałam, że to jest coś, co bardzo mnie interesuje. Choć tradycyjna galeria sztuki, szczególnie dla osób, które ukończyły malarstwo, może być traktowana jako cel w ich twórczości, wiąże się z pewną sztywnością i formalnością.
Dla mnie o wiele bardziej naturalne jest działanie w przestrzeni miejskiej, gdzie sztuka nie ma za zadanie wywyższać się, lecz raczej współistnieć z ludźmi, którzy mogą czuć się komfortowo, patrząc na nią. Chciałabym, żeby mural nie budził w ludziach poczucia strachu, ale raczej sympatii. Chciałabym, by mogli spojrzeć na to dzieło i poczuć, że je rozumieją, że jest to coś logicznego, a dodatkowo niosącego pozytywny przekaz.
.

